Dwujęzyczność zamierzona – fejk czy nie fejk?

Dwujęzyczność to modne dzisiaj hasło, nie tylko wśród rodziców. Tylko o co dokładnie chodzi? 🤔No więc dwujęzyczność jest wtedy, gdy osoba posługuje się dwoma językami 🇬🇧🇵🇱 w podobnym stopniu zaawansowania, natywnym (native) lub jemu bliskim. Najczęściej dwujęzyczność (bądź wielojęzyczność) nabywa się naturalnie od urodzenia, a więc na przykład każde z rodziców jest z innego kraju i mówi do dziecka w swoim języku ojczystym. Często w takiej sytuacji dochodzi jeszcze jeden język – kiedy rodzice porozumiewają się ze sobą w języku trzecim (najczęściej angielskim 🇬🇧 ) lub kiedy język otoczenia jest inny (mieszkanie w innym kraju, język w przedszkolu – język otoczenia 🇪🇸 ). Wówczas dziecko staje się naturalnie trójjęzyczne, przyswajając te wszystkie języki z otoczenia i można powiedzieć, że ma mega szczęście, bo w przyszłości będzie osobą naturalnie multijęzyczną 🇵🇱🇬🇧🇪🇸

Co jednak, jeśli chcemy mieć dwujęzyczne dziecko, a tak się składa, że oboje rodzice są tej samej narodowości 👩‍🦱👨🇵🇱🇵🇱, a do tego mieszkają w kraju ojczystym? Rozwiązaniem jest…. udawać nativa! I to właśnie jest tzw. dwujęzyczność zamierzona. Co do zasady (i z co wynika z nazwy) – intencjonalna a więc nieco sztuczna. To właściwie pewien eksperyment w sztucznych warunkach. Sama przeprowadzam go na swoich dzieciach. Dwujęzyczność zamierzona to taka sytuacja, kiedy rodzice mieszkają w swoim ojczystym kraju i na co dzień posługują się swoim ojczystym językiem ale do dziecka mówią (oboje lub jedno z rodziców) w języku obcym (który oczywiście sami bardzo dobrze znają) tak, aby dziecko przyswoiło oba te języki na podobnym, natywnym poziomie. Sam pomysł może wydawać się nieco karkołomny…

Kiedyś znajoma, bardzo inteligentna osoba, powiedziała mi, że dla niej takie komunikowanie się z dzieckiem w obcym, nieojczystym języku, którego nie zna się perfekt, to „budowanie relacji na fejku”. Dokładnie takiego sformułowania użyła, bo zapadło mi ono dobrze w pamięć i dało dużo do myślenia. Wydaje mi się, że to wyrażenie idealnie oddaje kontrowersje (i pewnie rozterki wielu rodziców) wokół autentyczności, a raczej jej braku, wychowania dzieci w dwujęzyczności zamierzonej. I znowu wszystko sprowadza się do kwestii poziomu języka obcego u rodzica. I tu należy rozróżnić „uczenie dziecka języka obcego” a „wychowanie dwujęzyczne”. Kilka postów wcześniej (tutaj) pisałam o tym, czy i kiedy uczyć dziecko angielskiego samemu. Nadal bardzo wszystkich mocno zachęcam, żeby to robić, nawet jeśli nie znamy języka perfekt. Jednak aby zdecydować się na konsekwentne dwujęzyczne wychowanie, należy szczerze i surowo przyjrzeć się własnej znajomości języka. Właśnie aby uniknąć „fejku” relacji, mało precyzyjnej komunikacji, braków w spontanicznym wyrażaniu emocji w języku obcym i ogólnie pojętej naturalności i autentyczności, lepiej podejmować się takiej formy komunikowania z dzieckiem, jeśli jesteśmy pewni swoich umiejętności językowych.

Nie da się tutaj uniknąć tematu poziomu znajomości języka obcego u rodzica, który wprowadza dziecku dwujęzyczność zamierzoną. Bo przecież chodzi tu o kwestię naturalności ekspresji i reakcji w tym języku. Ja sama zdecydowałam się porozumiewać z dziećmi po angielsku 🇬🇧 ponieważ uważam, że to co robię to nie fejk. Moja znajomość języka, wykształcenie lingwistyczne, tłumaczeniowe, psychologiczne, wiedza z zakresu dydaktyki, metodyki języka, znajomość zasad wymowy, akcent itp. pozwalają mi, oczywiście nie bez rozterek, podjąć się komunikacji ze swoimi dziećmi w tym języku. Co za tym idzie, to odrzucenie porozumiewania się z własnymi dziećmi w ojczystym języku polskim 🇵🇱. I nie była to łatwa decyzja. To taka trochę emigracja duchowo-językowa. Nadal uważam, że żadna, nawet super znajomość języka obcego nie dorówna językowi ojczystemu z wielu względów… Tak, przyznaję publicznie „NIE JESTEM NATIVEM” i w pełni zdaję sobie z tego sprawę. A z drugiej strony mam ambicję zrobić podwójnych nativów z moich dzieci! Sounds crazy right?🤯 Cóż, to jest właśnie „dwujęzyczność zamierzona”.Często spotykam się z pytaniem / wątpliwościami – czy moje dzieci będą nativami języka angielskiego? 👶🇵🇱🇬🇧 Odpowiedź to „i tak i nie” albo „zależy jak na to spojrzeć” Wszystko zależy od naszej definicji native speakera – czy jest to osoba pochodząca z kraju anglojęzycznego? (w tym aspekcie dziecko w dwujęzyczności zamierzonej nie jest nativem, bo jak sama nazwa native wskazuje, angielski nie będzie jego językiem natywnym) czy też mówimy o poziomie języka podobnym do nativa – wówczas… czemu nie? Tu wszystko zależy od nas. Pytanie, co stawiamy sobie za cel w dwujęzycznym wychowaniu dzieci…W kolejnych postach będzie więcej o powyższych rozterkach, ale i o wielu pozytywach.

Stay tuned!

1 myśl na “Dwujęzyczność zamierzona – fejk czy nie fejk?”

  1. Pingback: One person one language czyli OPOL – English & Dziecko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *